Varia

Czasoprzestrzenny patchwork

216 Wyświetleń

Kopalniana winda zsuwała się powoli w dół szybu. Skrzypiała przy tym niemiłosiernie. Cóż starość, nie radość. Wszak pamiętała czasy II Wojny Światowej. Zbyszka zadziwiał jej wręcz idealny stan techniczny. Wraz z trójką kolegów i emerytowanym ratownikiem górniczym zjeżdżał teraz w nieznane. Mieli zbadać nowo odkryty obiekt w Górach Sowich. Prawdopodobnie był to jakiś tajny niemiecki ośrodek z czasów wojny. Odkrycie, które dałoby im, żądnym sukcesów doktorantom z Uniwersytetu Śląskiego przepustkę do świata wielkich nazwisk z dziedziny historii i archeologii. Kto by pomyślał, że na takie coś będą mogli się natknąć właśnie w Polsce. Tą, prawdopodobnie starą kopalnię udało się odnaleźć dzięki trzęsieniu ziemi, które coraz częściej się zdarzają w południowo – zachodniej Polsce. Obsunięcie się rumowiska skalnego odsłoniło dość dużą, stalową, grubą na 3 cale bramę. Widniał na niej niemiecki napis wymalowany czarną farbą

UWAGA!

TEREN MILITARNY!

NIEUPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY!

PRZEBYWANIE GROZI ŚMIERCIĄ!

Co wcale nie zachęcało do zaglądania do środka. Oczywiście nie dotyczyło to Zbyszka i jego kolegów, którzy akurat byli w okolicy na obozie wspinaczkowym. To był dla nich prawdziwie milenijny prezent. Cudowne rozpoczęcie nowego tysiąclecia. Jak tylko zbadają ten obiekt przejdą do historii nauki!

Wreszcie winda zatrzymała się na dole szybu. Wyszli na korytarz  kopalniany oświetlony przy windzie za pomocą lamp zasilanych z generatorów. Czekał tam na nich dwunastoosobowy oddział żołnierzy z psem i robotem do rozbrajania bomb. Mieli oni zapewnić bezpieczeństwo pod względem wojskowym, tj. znajdować i rozbrajać pułapki oraz chronić naukowców. Żołnierze byli wyposażeni w lekką broń maszynową i sprzęt saperski. Na ich twarzach widać było profesjonalizm. Ten widok uspokajał Zbyszka. Jakoś od samego początku nie czuł się pewnie w tej starej kopalni. Jego koledzy byli źli na asystę wojskowych, ponieważ bali się, że pozacierają oni cenne ślady. Jednakże sierżant, który dowodził oddziałem miał to w głębokim poważaniu. Dostał za zadanie zbadać obiekt i chronić mózgowców z uniwerku. Jako człowiek słowny i honorowy zamierzał za wszelka cenę doprowadzić sprawę do końca. Po krótkim objaśnieniu zasad w stylu:

– Nikt, nigdzie nie rusza dupy, jak mu nie pozwolę – sierżant dał znak do marszu w głąb tunelu.

Przodem jechał robot, który oświetlał drogę lampami ksenonowymi, za nim szedł żołnierz z psem, a kilkadziesiąt metrów na nim reszta wyprawy. Poruszali się powoli,

dokładnie rozglądając się w około.
Konstrukcja chodnika była wzmocniona żelbetowymi żebrami, tak, że była w stanie wytrzymać nawet spore tąpnięcie. Tak przynajmniej twierdził stary górnik. Zbyszek jednak nie zwracał uwagi na jego wywody. Im dłużej szli, tym bardziej tracił kontakt z rzeczywistością. Stał się coraz bardziej oszołomiony, łomotało mu w uszach, a pod skórą czuł dziwne podniecenie i zarazem strach przed czymś, co było mu jakoś znajome, a nie potrafił tego nazwać.

Po jakiejś godzinie marszu wzmacniany kopalniany chodnik zmienił się w naturalną jaskinię z niesamowitymi stalagnatami. Przypominały one wysokie na kilka metrów kolumny z dziwnie błyszczącej skały. Ich ustawienie też nie wyglądało na naturalne. Razem tworzyły krąg  8 słupów. Na jego środku stała masywna metalowa platforma w kształcie sześciokąta. Jedno było pewne znaleźli coś dziwnego, nad czym prawdopodobnie pracowali Niemcy podczas II Wojny Światowej. Żołnierze rozstawili lampy załadowane na robocie i oświetlili całą komnatę. W niszach stały przykryte zetlałą plandeką wozy opancerzone z czasów II WŚ. Obok nich znajdował się świetnie wyposażony warsztat mechaniczny i stacja paliw. Wszystko poukładane i dobrze zakonserwowane. Całość sprawiała wrażenie, jakby wszystko było pozostawione tutaj nie później niż tydzień temu. Saperzy zaczęli razem z psem przeszukiwać teren, lecz oprócz pustych skrzynek po nabojach nic nie znaleźli. Ksawery, jeden z kolegów Zbyszka był niezmiernie zdziwiony. Jako specjalista od historii II WŚ nie mógł pojąć, dlaczego Niemcy nie zaminowali takiego obiektu.

Zaczął nawet wywód na ten temat, jednakże nie wzbudził on większego zainteresowania zgromadzonych. Jeden z saperów w tym momencie ściągną plandekę z wielkiej metalowej szafy zajmującej powierzchnię jakiś 20m2.

–Jasny gwint- westchnął z przejęciem Ksawery- Hitlerowcy mieli już wtedy komputer. Niesamowite. Jedyne co mnie dziwi dlaczego znajduje się on właśnie tutaj?!

Wszyscy zaczęli oglądać, to cudo techniki. Zbyszek jednak pozostał poza tym wszystkim. W tej skalnej komnacie prawie całkowicie przestał odbierać to, co wokół niego się działo. Miał przemożne odczucie, że zna to miejsce. Jego wzrok przykuł kabel wiodący od starego komputera do skalnego słupa okrytego rozpadająca się plandeką. Niczym zahipnotyzowany podążył w tym kierunku. Zanim sierżant zdążył zareagować plandeka była już na ziemi. Na kamiennym podeście był zamontowany fluoryzujący błękitem kryształ. Zakuty był w jakieś metalowe obręcze, do których podłączone były kable ze starego komputera. Kryształ lekko pulsował światłem, owe  pulsowanie zawładnęło całkowicie Zbyszkiem. W mgnieniu oka położył rękę na krysztale. Całą komnatę wypełniło oślepiające błękitne światło. Komputer nagle zaczął pracować, stalagnaty również rozbłysły. Metalowa platforma zniknęła zalana światłem. Zbyszek nadal trzymał rękę na krysztale, a ten zaczął się topić i pełznąć po jego ramieniu. Kiedy dotarł do głowy wniknął w nią przez uszy, nos i usta. Oczy Zbyszka zmieniły kolor na błękitny, a on sam upadł na podłogę. Podbiegł do niego stary ratownik. Słyszał go, ale nic nie rozumiał. W głowie mu dudniło, a przed oczyma przesuwały mu się różne obrazy z minionych epok. Jego myśli

były jednak zbyt chaotyczne. Jedyne czego pragnął, to odzyskać przytomność. Czuł się tak, jakby zapadł w letarg, którego był w pełni świadomy. Nagle z kierunku metalowej platformy usłyszeli, że ktoś woła po niemiecku.

-Uwaga!

Polscy bandyci!

Strzelać, strzelać! Nie pozwólcie im zabrać kryształu!

Wywiązała się strzelanina. Polscy żołnierze klęli na czym świat stoi i ostrzeliwali Hitlerowców, którzy wyłaniali się ze słupa światła. Zbyszek był jednak poza tą całą sytuacją. Zdawało mu się, że ogląda film. Nie brał czynnego udziału w tym co się działo. Niemcy zastrzelili kilku żołnierzy i starego górnika. Nasze wojsko nie pozostało dłużne i precyzyjnie zaczęło eliminować napastników. Jednakże śmierć każdego z przybyszy powodowała silne wyładowanie i niektórzy żołnierze zaczęli znikać, a jeden z nich zmienił się nawet w kobietę. Nagle przed Zbyszkiem stanął wysoki mężczyzna w mundurze SS. I z szatańskim uśmiechem powiedział.

Proszę, proszę, polska świnia nosicielem kryształu.

Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. W każdym bądź razie jest na to sposób. W moim przypadku nazywa się on parabellum.

Po czym wycelował pistolet w Zbyszka i pociągnął za spust.

Pustka, jaskrawa pustka. Zbyszek ze zdziwieniem stwierdził, że znajduje się zamknięty we wnętrzu kryształu. Próbował się rozejrzeć, jednakże nie wyczuł żadnej części ciała. Z przerażeniem stwierdził, że stał się kryształem.

Chciał krzyczeć, jednakże nie wydobył z siebie głosu. Widok zza ściany kryształu nagle zaczął się wyostrzać. Powoli wyłuskiwał elementy otoczenia. Z ulgą stwierdził, że jest w szpitalu. Przeżyłem- pomyślał- jednak ten SSman dobrze nie trafił. Na szczęście to z tym kryształem, to były tylko majaki.

Chciał się podnieść, jednak nadal nie czuł ani, rąk, ani nóg. Z przerażeniem stwierdził, że jest sparaliżowany.

Błędnym wzrokiem rozglądał się w koło ale jedyne, co był w stanie zauważyć to pełno sprzętu z sali OIOM. Po chwili przed jego łóżkiem stanął zespół lekarzy. Przywitali go uśmiechem. Jeden z lekarzy podszedł i zaświecił mu w oczy małą latarką. Po czym powiedział- No panie Tadeuszu witamy z powrotem. Mam nadzieję, że już więcej nam pan nie będzie uciekał na tamtą stronę.

– Tadeuszu- pomyślał Zbyszek- Jaki Tadeuszu?- chciał zaprotestować, ale nie był w stanie nic powiedzieć.

-Spokojnie proszę pana- powiedział drugi z lekarzy- jest teraz pan zaintubowany. Z rurką w krtani nic pan nie powie. Za kilka dni panu ją wyjmiemy. Teraz musi pan odpoczywać. Widzimy, że wszystko jest w porządku, więc prosimy być dobrej myśli. Ważne, że się pan wybudził. To i tak cud, że pan przeżył taki wybuch.

– Wybuch, jaki wybuch?- myśli szumiały w głowie Zbyszka niczym rój pszczół- Co się u licha stało w kopalni? Prawdopodobnie któryś z żołnierzy musiał się nazywać Tadeusz. Nastąpił wybuch i nie mogli nas zidentyfikować. Tak, to jedyne wytłumaczenie.

Z zamyślenia znowu wyrwali go lekarze. Kazali mu odpoczywać i powiedzieli, ze za jakiś czas znowu zajrzą. Oszołomiony całą sytuacją leżał tak i czekał aż pojawi się ktoś, kto rozpozna, że nie jest jakimś tam Tadeuszem. Niestety,  nikt  nie przychodził. Znużony zasnął. Obudziło go jakieś poruszenie przy łóżku. Obok niego stała lekarka w średnim wieku. Patrzyła na niego z góry z politowaniem. Wreszcie nachyliła się i szepnęła mu do ucha:

– Witam pana, panie Tadeuszu, czy może powinnam powiedzieć Gutten Tag.

Zbyszek zamarł. Ton, którym to powiedziała był identyczny jak ton ssmana, który do niego strzelał. Lekarka zauważyła przerażenie w jego oczach. Musiało jej to odpowiadać. Usiadła więc spokojnie na krześle obok łóżka i mówiła dalej.- Wiesz naszukałam się tego twojego wcielenia nosicielu kryształu.

Spojrzała z pogardą na jego bezwładne ciało i mówiła dalej.

– Po twoim spojrzeniu widzę, że nic nie rozumiesz. Otóż to, co znalazłeś w tamtej jaskini, to nie był przypadek. To było twoje przeznaczenie. Ścigam ciebie przez wieki i różne wymiary. Biedactwo, nadal w szoku? Widzę, że nic nie rozumiesz. Tym lepiej dla mnie, to oznacza, że wy nosiciele kryształu jesteście łatwym celem.

Zbyszek z przerażeniem patrzył na kobietę obok, ale nic nie rozumiał z tego co mówiła „O co chodzi z tym nosicielem, jakie wieki, wymiary? O co chodzi?” – myślał przez cały czas intensywnie, czując jak ogarnia go coraz większa panika.

Tym czasem ona poprawiła się na krześle i wyjęła z kieszeni małą strzykawkę.

– Mam nadzieję, że uda mi się wyrzucić z ciebie kryształ, tak, jak mi się to udało w 1942 roku w Dachau. Każda twoja śmierć osłabia twoje powiązanie z kryształem. Trochę to potrwa. Twoje poprzednie wcielenie dopiero na nowo scaliło się z materią kryształu. Poprzednio musiałam zabić ciebie kilka razy. Pierwszy raz trafiłam na ciebie w 37 r. p. n. e. kiedy to po zdobyciu z Rzymianami Jerozolimy próbowałem z ciebie wydusić miejsce, gdzie pod świętym miastem znajduje się portal czasu i przestrzeni. Byłeś wtedy dumnym władcą miasta Antygonem. Przywiązaliśmy ciebie do krzyża i chłostaliśmy tak długo, ze każdy normalny człowiek dawno by już umarł. Kryształ dawał jednak tobie niesamowitą wytrzymałość. Wreszcie poniosły mnie nerwy i ciebie ściąłem.

Ach, przez te podróże po wcieleniach tracę orientację, czy mówić w formie męskiej, czy żeńskiej…

Odchodzę jednak od tematu. Widząc twoje durne spojrzenie stwierdzam, że nadal nic nie rozumiesz. Kryształ to nic innego jak kawałek materii czasu i przestrzeni. Rozumiesz? Materialna cząstka, tego, czego nie można dotknąć. Mając władzę nad tym okruchem można dać wypowiedzenie stwórcy i zająć jego miejsce. Żeby zachować stabilność w delikatnej strukturze czasu i przestrzeni Stwórca umieścił w każdym z wymiarów po siedem stabilizujących kryształów. Moc kryształów była jednak tak ogromna, że naznaczył w każdym z wymiarów dusze, które mają za zadanie przenosić kryształ. Dla bezpieczeństwa zabrał im świadomość ich misji. Jedyne co im dał to możliwość wyczuwania w pobliżu kryształu. 9

Nieomylny stwórca zrobił jednak błąd i nie zachował ostrożności. Dziewięć niepokornych duchów usłyszało o tym i podążyło poprzez wieki i wymiary za wami, nosicielami. Jednym z nich jestem ja.

Kobieta znowu rzuciła pogardliwe spojrzenie pełne triumfu.

– Widzę po twoich oczach, że jesteś nadal zaskoczony. Jak już mówiłam. Nasze losy są splatane od zarania dziejów. Tylko, że ciężko było ciebie znaleźć. Najwięcej inwencji twórczej musiałem wysilić, żeby ciebie zgładzić w 1431 roku. Od stycznia próbowałem wysłać ciebie na stos Joasiu, a może powinnam powiedzieć Joanno, Dziewico Orleańska. Twarda baba z ciebie była. Wpierw wojowałeś niczym wprawny wojownik. Nawet jeżeli nie miałeś wtedy świadomości swoich poprzednich wcieleń, to właśnie doświadczenia z poprzednich żyć pozwoliły tobie odnieść tyle zwycięstw. Jednakże wreszcie, dzięki zdradzie udało mi się ciebie pojmać i po długich staraniach usmażyć na popiół. Ach to był widok, do dzisiaj mam go przed oczami. Wiem sentymentalna jestem, ale to przez to wcielenie kobiety. Jestem przez to bardziej uczuciowa niż zwykle.

Lekarka mówiąc to poprawiła sobie misternie zawiązany koczek.

-Wracając jednak do naszej rozmowy. O przepraszam, ty nie możesz mówić, ale może to i lepiej. Mniej głupich pytań. Z naszych spotkań najwięcej zabawy sprawiły mi cztery dni w 1487 roku, kiedy to na twoich oczach na poświęcenie azteckiej piramidy Tenochtitlan zabiłem ponad 80tysięcy twoich poddanych. Twoja krew uświęciła tamto miejsce jako

ostatnia. Jednakże nadal kryształ tkwił przymocowany do twojej duszy. Zawsze jednak miałem ogromną przewagę nad tobą. Ja mam pełną świadomość swych wcieleń. Nosiciele jej nie mają, ponieważ dzięki kryształowi mogliby naginać ciąg wydarzeń skacząc w przód i w tył po czasoprzestrzennej materii.

Kobieta zaśmiała się szyderczo i wbiła igłę strzykawki w wężyk kroplówki.

– Teraz powoli będziemy się żegnać panie Tadeuszu inżynierze, który zmarł od ran, odniesionych podczas wybuchu niewypału przy budowie trzeciej nitki metra w Warszawie w 2025 roku. Muszę przyznać, że tym razem zabicie ciebie nie przynosi mi żadnej satysfakcji. Mam nadzieję, że następnym razem zapewnisz mi więcej zabawy.

Po tych słowach lekarka powolutku nacisnęła tłok strzykawki. Zbyszek chciał krzyczeć, uciekać, jednakże jego bezwładne ciało nie pozwoliło mu na jakąkolwiek reakcję. Po chwili zaczął się dusić i z ogromnym bólem w piersi zapadł w ciemność. Ocknął się z głębokim wdechem i stwierdził, że znajduje się z powrotem w jaskini, a wokół niego wrze strzelanina. Szybko się przeczołgał za wyłom skalny i w tym momencie zauważył że ze słupa światła wychodzi człowiek w mundurze ss.

– Tym razem nie dam się tobie zabić- pomyślał.

Podniósł karabin zabitego żołnierza i krzyknął:

– Hej! Niepokorny duchu. Poznaj uświadomionego nosiciela.

Ssman z przerażeniem spojrzał w jego kierunku i chciał wycelować pistolet. Jednakże Zbyszek nacisnął już spust.

Trzymał go tak długo aż nie usłyszał głuchego szczęku zamka, oznaczającego koniec amunicji. Bezwładne ciało przeciwnika spadło z platformy, a jaskinią zatrzęsło tak, że z sufitu posypały się kamienie. Błękitny słup światła pomiędzy kryształowymi kolumnami rozbłysnął oślepiając wszystkich.

Kiedy Zbyszek odzyskał ostrość widzenia stwierdził, że nadal stoi w jaskini, obok niego znajdowali się ludzie, których pełen szczęścia rozpoznał. Był Ksawery, pozostali koledzy, stary górnik i żołnierze wraz z psem. Odetchnął, wszystko wróciło do normy. W jaskini nie było jednak nic oprócz starego zniszczonego sprzętu po jakiejś fabryce i pustych miejsc po zdemontowanych urządzeniach fabrycznych.

Nagle lekko zakręciło mu się w głowie i usłyszał głos pełen jadu:
– Witaj nosicielu. Mnie się tak łatwo nie pozbędziesz. Teraz stanowimy jedno. Naginając czasoprzestrzeń przeszłości zrobiłeś małe spięcie, a w związku, z tym, że zniszczyłeś moje poprzednie ciało, gdzieś musiałem się ulokować. Tak więc witam na naszej wspólnej drodze mój miły. Teraz jesteśmy jednością.

Zbyszek zrozumiał, że piekło którego stał się świadom z jeszcze większą mocą dotknęło jego osoby. Teraz do końca swoich dni będzie musiał dzielić życie ze swoim największym wrogiem…

Michał Nowina

You Might Also Like

Skomentuj

Treść