Tag -

Sztuka

Bez kategorii

Gabriela Tyńska – Sztuka współczesna

190 Wyświetleń

Był to, zdawałoby się, kolejny nudny dzień upalnych wakacji. Jednak pomimo temperatury znacznie wyższej, niż zapowiadały pogodynki, w gmachu głównym muzeum narodowego od samego jego otwarcia ilość ludzi przekraczała sumę odwiedzin chyba nawet z ostatniego półrocza.

Powód? Zupełnie błahy. To znaczy, wcale niebłahy dla wszystkich tych, którzy przeciskali się w mrówczym tłumie, by na własne oczy zobaczyć… To.

Na rynku sztuki, mającym już niemało lat na karku pojawił się nieznany dotąd nikomu debiutant i wystawił swoje dzieło głodnym oczom tak i pasjonatów, koneserów, jak i zwyczajnych laików. Osiągnął swój cel już po pierwszym odwiedzającym, który pędząc korytarzem niby goniony przez samą śmierć wpadł do odpowiedniej sali i… Krzyknął.

Zwabieni tym odgłosem maruderzy, nie tak szybcy, w moment do niego dołączyli, a kiedy stanęli przed ścianą, na której nieznany dotąd przedstawiciel młodej krwi sztuki kazał zawiesić swój obraz… Zamarli.

Ani okrzyk, ani ów paraliż nie bynajmniej był wywołany przez porażającą doskonałość intelektualnego przekazu, wyznaczony nowy tor dla wszechobecnej sztuki abstrakcyjnej, czy też wizerunek kolejnego czarnego kwadratu na białym tle, który wycenia się na tysiące dolarów.

Był to obraz, owszem. Akwarela na płótnie. Nie jakaś strasznie duża, ani też nie mała – wystarczająca, by zobaczyć wszystkie elementy kompozycji, nie wciskając nosa w dzieło.

Zaraz w sali podniosły się okrzyki pełne oburzenia:

– Jak ktoś mógł wymyślić coś tak okropnego?

– To plama na honorze współczesnej sztuki!

– Ne mogę na to patrzeć! Nie mogę zastanowić się nad przekazem, bo tutaj go nie ma!

– Gdzie są talerze? Niech ktoś powiesi talerz na ścianie!

– Albo postawi na środku krzesło bez jednej nogi pomalowane na czarno!

Wśród zebranego ciasnego tłumu jedna postać odstawała od reszty. Nie tylko przez fakt, że stała z boku, na samym brzegu rzeki niezadowolonych ludzi. Była naga i skrzydlata. Miała skrzydła, duże i białe, a nie posiadała głowy. Pomimo tego widziała wszystko doskonale. Widziała, jak dzieło nieznanego dotąd malarza-artysty wywołuje jedną z największych kontrowersji ostatnich lat. Zaraz jednak, kiedy w sali zrobiło się jeszcze bardziej tłoczno – każdy był głodny sensacji, zwłaszcza na tle sztuki – gdzieś w miejscu, gdzie powinny znajdować się usta, rozległo się ciche, ale niezadowolone westchnienie, po czym tajemnicza postać opuściła ciżbę, niezauważona przez nikogo.   

A co przedstawiał obraz?

Stół. Duży, ciemny, z dębowego drewna. Starannie nakryty kraciastym obrusem. A na stole duża szklana misa z owocami. Różnymi – dwoma jabłkami, pękatą gruszką oraz bananem. Na szczycie owocowej piramidy zaś widniało coś… Coś nietypowego, dziwnego. Prostokątny i czarny kształt, namalowany idealnie w centrum.

Tytuł natomiast brzmiał: „Martwa natura ze smartfonem”.