Varia

Daiursz Bendarczyk – Święta last minute

56 Wyświetleń

Święta i Sylwester, czas opłatka, prezentów, pastorałek oraz noworocznych gratulacji. Dzieci mają labę, a mnie czeka piekło przygotowań zgodnie z rutynowym scenariuszem. Już w listopadzie zakładam rękawice i zaczynam od mycia okien oraz ościeżnic, a wszystko ręcznie, broń Boże żadnych robotów, żadnego wyręczania nanotechnologią, Musi być przecież jak każe obyczaj, ręcznie i czym chata bogata: ustrojona bombkami choinka, Święty Mikołaj z  pastorałem, nastrojowe świeczki, podarunki, jasełka. Prawdziwy spektakl, domowe Betlejem!

Tymczasem przede mną finansowa układanka, w czym jestem specjalistką. Wyciągam  sakiewkę tudzież kalkulator. Chociaż po świętach finansowy, połączony z fizycznym osłabieniem dołek, z pełną świadomością konsekwencji, na własnym grzbiecie i nadwerężając ręce, wnoszę do kuchni tony przysmaków. (Na ulicy feministki patrzą na mnie wrogo). Suszone grzyby na farsz, warzywa, wędliny, owoce, pszenica i mak na kutię według przepisu zazwyczaj dziabniętego dziadka (niech mu ziemia lekką będzie), mąka, drożdże, ryby, przepiórki, bakalie, majonez i co tam jeszcze. Bez genetycznych modyfikacji i klonowania komórek, prosto z Melmac, najwyższa półka. Jeszcze tylko sauna, manicure, prasowanie, gotowanie i mielenie warzyw, duszenie, ugniatanie, kwiaty do wazonów, wkoło jedlina i sianko, pakowanie prezentów, wybrać kolędy, karpia zalać galaretą. No!

Wracając z ostatnich zakupów, spojrzałam ponad światłami sygnalizacji na  przyciągającą wzrok tablicę:

Skrzetuski- Świerczewski zaprasza!

Wielka PROMO!!!

Alaok albo Erdaraty!

Gwiezdna Galaxia na raty!

Melmac lub Mleczna Ziemia!

Odwiedź Androgynię TERAZ, a czeka cię premia!!!

           

Wpadłam na pomysł. Anulujemy pretensjonalny obrządek. Aktywujemy kosmoczipy i w drogę! Moja propozycja nadspodziewanie szybko zyskała aprobatę rodzinnego triumwiratu.

Mąż dobrał sobie tydzień urlopu, a nasza wiercipięta ułożyła pean na moją chwałę!  Wybraliśmy imprę objazdową.

Na Alaoku dodatnie temperatury, zaś śniegu nie widzieli od 140 lat! W żadnym  hotelu nie było wody, a administracja zwyczajowo rozkładała ręce (analfabeci, nie znali nawet polskiego!). W dodatku na całej planecie wszyscy albo pod wpływem, albo na kacu, pewnie stąd permanentny niedobór wody.

Erdaraty akurat poddawano sezonowej konserwacji i wszystkie trasy zjazdowe były zamknięte. Na pustyni śniegowej przewodnik porzucił nas w środku nocy. Nie znając topografii najpierw wpadliśmy w gigantyczne zaspy, skąd ewakuowały nas miejscowe siły powietrzne, a następnie na trzy miejscowe doby, czyli dziewięć naszych zostaliśmy uwięzieni na kwaterach z powodu huraganowych zawiei śnieżnych.

Gwiezdna Galaxia także okazała się przereklamowana. Smog uniemożliwił podziwianie Gwiazdozbioru, zaś ta bajeczna niby zorza okazała się całkowicie wygenerowana cyfrowo. Że niby skąd to wiemy? Mąż pił w barze z polskim smokiem prosto ze Szczawienka, który okazał się koordynatorem międzygalaktycznej ekipy obsługującej zorzę, a my mieszkamy przecież po sąsiedzku na Starym Zdroju, więc nie ściemniał ziomalom, nie? W dodatku miejscowi hakerzy doszczętnie ogołocili nam wszystkie czipy podróżne, nawet dziecku. Na całe szczęście poratował nas ten koordynator. Są jeszcze dobre dusze w narodzie.

Na Melmac przynajmniej udała się wigilia. Wykupiliśmy pakiet polski all inclusiv. Było dosłownie wszystko: barszcz z uszkami, śledzie, kapusta z grzybami, kutia, makowiec, racuchy i kompot z suszonych jabłek, nie zapomnieli nawet o sianku pod obrusem, który przez całą kolację nucił kolędy po węgiersku, chyba coś im się pomyliło. A choinka?! Dosłownie PACHŁA! Taka świeża. Szkoda tylko, że tu jedzą koty, ale to dopiero na drugi dzień jak nam omyłkowo podali na kolację. Dziecko płakało pół nocy… Mąż to przez całe święta zażerał się karpiem, ciekawe, że bez ości, jak oni to robią?

Mleczna Ziemia okazała się całkowitym niewypałem, ani mleczna, ani Ziemia. Ciągło nas tylko w dół, bo grawitacja dwa razy większa i nie pomagły skafandry, za co człowiek płaci?

Na Sylwka wylądowaliśmy na Androgynii. Nie powiem, robi wrażenie. Wszędzie aż kapie od luksusu. W kasynie starego gdzieś wcięło i sama wydoiłam całego szampana, odnalazł się dopiero po północy. Czteroręczne tancerki dały nam kilka lekcji tańca brzucha. Wieczorami dorabiały w hotelu. Podobno na Exploited nadal trudno o dobrze płatną pracę. Z całą pewnością do najbardziej denerwujących należał incydent w Cosmic Macao. Krupier kitrał w rękawie asa kier! Cały czas wciskał kit! Nie z nami te numery! Gościu za swój występek zasłużył na porządnego guza i oddanie w ręce mundurowych. Sprawiedliwości musi stać się zadość! To niemożliwe, żeby na drugi dzień razem siedzieli w knajpie przy kasynie, dziecku coś się przewidziało.

PS.

W ramach premii obiecano prezenty choinkowe, które jednak odebraliśmy dopiero w Wałbrzychu, tylko że to były pieczone koty w panierce, no i  dziecko znowu płakało. A taka byłam zadowolona na Melmac…

You Might Also Like