Nippon Banzai!

Pokemon Adventures

287 Wyświetleń

Cały świat na nowo oszalał na punkcie nostalgii naszego dzieciństwa: Pokemonów. Po niewątpliwym sukcesie jakim było Pokemon GO, które zmieniło każdego w trenera pokemonów, poszły następne ciosy.  Najpierw, w maju, wyszedł długo oczekiwany film będący spełnieniem snów wszystkich dzieciaków z lat 90, Detektyw Pikachu. Dodatkowo, już za kilka miesięcy będziemy mieli okazję pograć w nową grę o podtytule Sword&Shield na Nintendo Switch. Wiatry przeszłości ogarnęły świat

Dopadły też starego Tarzanusa.

Jako, że jeszcze nie jestem w stanie obejrzeć film o dedukującym Pikachu z głosem Ryana Reynoldsa (wińcie pracę) i nie jestem dumnym posiadaczem japońskiej konsoli musiałem sobie poradzić w inny sposób. Pierwszą myślą było, aby kupić gdzieś Gameboya z grami Pokemon, ale alert bankowy szybko mnie powstrzymał od tego ruchu. Usiadłem następnie do obejrzenia nostalgicznego anime, sięgając po jakieś nowe serie. Niestety, wiek zweryfikował to, że coś co kiedyś było obowiązkową codziennością sprawiająca radość po powrocie ze szkoły, w dorosłości stało się męczarnią. Serial był dla dzieci i taki pozostał.  Byłem w kropce. Czy dla dorosłego fana pokemonów nie ma naprawdę  nic? Czy pozostały jedynie dziecinne wspomnienia?

Wtem pojawiła się żaróweczka.

Wertując w pamięci, za dzieciaka, w jednym ze sklepów, widziałem okładkę komiksu (skąd mogłem wiedzieć, że to była manga?) o dumnej nazwie Pokemon Adventures. Wtenczas liczyłem, że to będzie adaptacja bajki (wiem, że anime, ale co było za dzieciaka, zostaje za dzieciaka), ale zawiodłem się, gdyż okazało się, że są tam postaci których nie znam, a pierwszym pokemonem nie był Pikachu. No i cena… dla dziecka stanowczo za duża. Przez lata pozostała zapomniana.

Ponad dekadę później, starszy już Tarzanus, ruszony wiatrami nostalgii przypomniał sobie o tym zeszyciku. Pomyślałem: a co mi tam. Kilka kliknięć myszką i uderzeń klawiatury później znalazłem ową mangę i zacząłem czytać. Był 7 czerwca 2019 roku.

16 czerwca 2019. Ponad 600 rozdziałów później. Tarzanus siada za klawiaturą, aby z rozmarzeniem wypisanym na twarzy, podzielić się z ludem Abyssos swoimi przemyśleniami dotyczącymi Pokemon Adventures (bądź Special, są dwa tytuły)

Zacznijmy od podstaw i fabuły.  Po pierwsze, manga nie ma nic wspólnego z serialem. Owszem, pojawiają się pewne znane z niej postaci, ale ich obecność ma związek z czymś zupełnie innym. To zmanganizowane gry, wydawane na przenośne konsole. Tak, moi drodzy, jeśli myśleliście że takie Pokemon Red czy Gold nie miały fabuły, mylicie się. Jakaś tam była, ale nikt z nas nie zwracał na nią uwagę. Liczyło się, aby walczyć i trenować swoje stworki. a nie śledzić dialogi. Czy w mandze opowieść jest też tylko otoczką do łapania kolejnych Pokemonów? Brońcie boże! Owszem, większość aktów zaczyna się od młodych protagonistów, którzy wyruszają w świat. Ale ich cele niekoniecznie polegają na chwytaniu kieszonkowych stworków. Jeden z bohaterów chce być mistrzem ligi, inny wykonuje misję zdemaskowania pewnej organizacji, a jeszcze inny chce wygrać wszystkie konkursy piękności Pokemon. Co bohater to inna historia. Co więcej, ich cele w pewnym momencie splątują się z głównym zagrożeniem opowieści. Robione jest to w taki sposób, że główni bohaterowie, stając przed wyborem, chcą się w to zaangażować, gdyż zignorowanie niebezpieczeństwa znacznie opóźni bądź uniemożliwi im osiągnięcie swojego celu.  Jako człowiek zaznajomiony z głupotami rodem z anime, gdzie protagonista angażuje się w konflikt, bo ma dobre serce, byłem w szoku. Pozytywnym, chciałbym zaznaczyć. Bardzo ciekawe jest to, że opowieści są dość mroczne. I to nie z powodu lejącej się gęsto juchy. Przedstawione tam problemy stawiają dość trudne pytania. Czy pokemon jest niewolnikiem swojego trenera? Jak pogodzić odwieczny konflikt między ziemią a wodą? Do czego prowadzi zabawa w boga? Czy zmiana czasu niesie ze sobą negatywne skutki? To tylko kawałek z ciasta. Pełnego bitej śmietany i czekolady, chciałbym nadmienić. Aż chce się go zjeść na miejscu.

Mało wspomniałem o konkretnej fabule, wiem. Powodem tego było to, że gdybym miał opisywać narrację, zajęłoby to przynajmniej dwie strony. Dlaczego? Gdyż każda gra, która do tej pory wyszła ma swój akt, który ciągnie się przez kilkadziesiąt rozdziałów. Mamy rozdziały poświęcone grom Red/Blue/Yellow/Green (ostatnia pozycja wydana tylko w Japonii), Gold/Silver/Crystal, Ruby/Sapphire/Emerald, Diamond/Pearl/Platinum, Black/White, Black2/White2, X/Y i Sun/Moon. Co więcej, kilkanaście rozdziałów poświęcono także remakeom poprzednich produkcji, czyli LeafGreen/FireRed, HeartGold/SoulSilver oraz OmegaRuby/AlphaSapphire. Sporo ich, a każda z nich ma swoją fabułę i bohaterów. Opisać każdą historię wymagałoby dla każdego aktu osobnej recenzji.

Sporo już jesteśmy po fabule, przyjrzyjmy się postaciom. I znów, każdy z aktów ma swoich bohaterów. Szczęśliwie, większość nosi imiona, które odpowiadają nazwie gry (Red, Silver itd.), dzięki czemu nie ma się problemów z ich zapamiętaniem (oczywiście w przypadku remaków, bohaterowie noszą nazwy pierwotnych wersji). Muszę przyznać, że w przypadku ich kreowania, twórcy mangi stanęli na wysokości zadania. Każdy z nich ma odrębną osobowość i cele, dzięki czemu ma się wrażenie, że czytany akt, jest nowym doświadczeniem, chociaż większość ich protagonistów zaczyna od zera. Co więcej, nie są to bohaterowie statyczni. Wraz z opowieścią, charakter i podejście do życia protagonistów się zmienia, w zależności od przeżytych przygód (niekoniecznie przyjemnych).  Postać, którą się poznało na początku, na końcu aktu jest inna. To ważne, gdyż to wydarzenia nas kształtują, o czym zapominają nawet pisarze normalnych książek. Dlatego należą się hołdy twórcom Pokemon Special za zwrócenie na to uwagi. Za to i za parę innych rzeczy. Choćby to, że postaci nie żyją w próżni. Ich relacje zmieniają się w toku czytania. Z niechęci, rodzi się przyjaźń, z nienawiści rodzi się uczucie, ze służby, rodzi się współpraca. Wielokrotnie uroniłem łzę i klaskałem z radości, widząc, jak bohaterowie zaczynają dostrzegać swoje błędy i dochodzi naturalnej transformacji ich osobowości. Tak się tworzy protagonistów: aby czytelnik przeżywał każdą ich decyzję wraz z nimi. Ważne jest też to, że gdy akt się kończy, jego bohaterowie nie znikają. Oni cały czas egzystują w tym świecie albo jako wspomnienie, występ gościnny, a nawet stając zaraz obok głównych bohaterów rozdziału jako równi im w byciu istotnym. I nawet tam rozwijane są ich osobowości! Czas też jest dla nich niełaskawy. Brzmi to dość negatywnie, ale zaskakująco, ma to w tym wypadku pozytywny wydźwięk. Wiele wydarzeń ma miejsce na przestrzeli lat, dlatego też wiek bohaterów zmienia się. Niech przykładem będzie Red, Blue i  Green, którzy na początku swojej przygody mieli lat 11, zaś na koniec aktu OmegaRuby/AlphaSapphire 20.  Co ważne, na przestrzeni lat zmienili się nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. To cieszy, biorąc pod uwagę, że w anime od 20 lat Ash wciąż ma 10 lat…

Powyższe uwagi tyczą się nie tylko protagonistów, ale i postaci drugiego czy trzeciego planu. A ich jest nawet ze sto! Większość z nich dostaje swoje pięć minut, czasem nawet więcej. Egzystują w rzeczywistości i stanowią jego istotną część, która nie może bez nich istnieć! Tyczy się to nawet czarnych charakterów, którzy są w stanie zmienić swój tok myślenia w trakcie aktu! Tak są stworzone postaci w Pokemon Adventures. Uczyć się od jego twórców, do licha…

No dobra, Tarzanus, ktoś krzyknie. Ty nam nie mydl (czy módl) oczu bohaterami, tylko Pokemonami, bo to one są najważniejsze. Cóż, po lekturze stwierdzam, że same postaci mogą stanowić clue dlaczego warto przeczytać mangę, ale już przechodzę do kieszonkowych potworków. Każdy akt odpowiada danej generacji, więc możemy się spodziewać, że będzie całe multum stworków.  I tak jest, chociaż nie pokazano nam wszystkich. Część przeniesiono na inne akty. Ale to dobrze, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że trzeba przygotować specjalnie każdy rozdział poświęcony innemu Pokemonowi w generacji. Pewne rzeczy można zostawić na później. a skupić się na fabule. Najwięcej czasu papierowego (heh, dobre) poświęcono dwóm grupom pokemonów: tych należących do protagonistów i tym niezwykłym. Zacznijmy od pierwszych.  Wedle założeń gry, pierwszego Pokemona dostaje się do profesora. I tu mamy pierwsze złamanie tej żelaznej zasady. Każdy z głównych bohaterów rozpoczyna swoją przygodę mając już ze sobą jednego bądź więcej towarzyszy. Tak zwanego startera dostają niewiele później, ale to dobrze pokazuje, że kieszonkowe potwory są z ludźmi od zawsze i niekoniecznie pierwszym kontaktem musi być wizyta u takiego Oaka czy Elma. Dobrze pokazano każdy element współpracy trenera z Pokemonem. Proces zdobywania jego zaufania, tworzenia się więzi i przyjaźni był pomijany w grach, a tutaj bardzo mocno naznaczono, że bez tego, walki mogą być trudne. Trener musi rozumieć swojego partnera, bo inaczej przegra. To już nie są cyferki, a realne istoty.  Warto się przyjrzeć też ewolucji. Jej proces jest zależny od wielu czynników. Podobnie jak w grze, dochodzi do niej w zależności ile doświadczenia zdobył dotychczas w walce, ale także, jaką relację miał z trenerem. Ba, niekiedy bywało tak, że pokemon nie chciał ewoluować bądź trener specjalnie zniechęcał ich do tego, by pozostały w formie pierwotnej. Nie bez znaczenia są też ich umiejętności. Nie tylko użytkowane są w walce, ale także w życiu codziennym. I nie mówię tutaj o zdolności Lot czy Cięcie (po angielsku Fly i Cut, gracze zrozumieją). Czasem zwykłe ataki mogą służyć jako moce użytkowe w problemow w terenie. Drugą grupą są pokemony niezwykłe. Zwykle to wokół nich osadzona jest fabuła danego aktu. Są to bowiem legendy danego rejonu, wzbudzający naturalny szacunek i podziw wszystkich jego mieszkańców. Nie są tylko rzadką istotą, którą trzeba złapać bądź pokonać, jak to ma miejsce w grze. Każde ich pojawienie się świadczy, że dzieje się coś niezwykłego. Ich obecność jest wyczuwalna i może stanowić albo zagrożenie albo nadzieję. Co więcej, to nie jest mięso armatnie do walki z byle Pokemonem. To majestatyczne byty, świadome swojej potęgi, które nie pozwolą się łatwo kontrolować. Co najwyżej mogą zawierać sojusze bądź być zmuszane do współpracy. Nigdy jednak nie będą czyjąś własnością. Oprócz nich są jeszcze dzikie pokemony bądź należące do trenerów, które odgrywają rolę tła, rzadziej wokół nich jest osadzona jakaś poważniejsza fabuła. Są one epizodem, który ma je przedstawić i jak wspomniałem wcześniej, otoczką dla fabuły. Mimo to, wciąż są istotną częścią świata.

Skoro Pokemony, to walki. A ich jest bardzo dużo. Zasadniczo, tutaj się nasuwa jedna z wad: wbrew pozorom bitwy nie są aż tak efektywne i lepiej by się sprawdziły jako animacja. Wiadomo, że dla człowieka z naszych oczu sceny akcje wymagają dynamiczności, a karmieni CGI w kinie, można odczuwać niedosyt oglądając same ilustracje. Ale nie znaczy to, że są one nieciekawe. Wręcz przeciwnie. Przede wszystkim, zwycięstwo zależne są od strategii. To nie jest rzucanie swojego potworka na walkę, tylko regularna bitwa pomiędzy trenerami bądź działanie na zasadzie papier kamień nożyce. Taktyka, wykorzystanie terenu, odkładanie ataków na później, wykorzystanie typu jednostek – można się poczuć jak w grze strategicznej.  Pamiętacie wspomniane kilka zdań wcześniej ataki użytkowe? To samo się tyczy również pojedynków. Pozornie bezużyteczne umiejętności mogą  wnieść dużo do pojedynku (choćby użyta wcześniej umiejętność Deszcz na pokemonie zwiększy skuteczność elektrycznego ataku). Część z nich dzieje się wedle ustalonych wcześniej zasad, a inne niemal do śmierci Pokemona. Nudzić się nie można..

Świat przedstawiony. Najprościej byłoby powiedzieć, że wystarczy zagrać w grę i ma się go w małym palcu Ale byłoby to zbyt łatwe. Fakt, lokacje są bardzo wiernie oddane z gry, ale gdzie tam mieliśmy interaktywne plansze, tu pokazane jest życie i jego problemy. Nie zapomnijmy, że w miastach nie żyje tylko kilka osób a nawet po kilkaset czy kilka tysięcy. Pokazanie tego w grze nie jest możliwe. Tutaj, jak najbardziej.  Zwłaszcza, że manga tłumaczy wiele wydarzeń, a nawet je modyfikuje, by były bliższe do zaakceptowania. Podam jeden z przykładów. W Pokemon Red/Blue/Green/Yellow miasto Saffron było zamknięte, do czasu, aż nie przyniosło się strażnikowi czegoś do picia. Proste, prawda?W Pokemon Special nabrało to trochę innego wymiaru . Zamiast tego, mamy blokadę miasta, gdyż wszyscy jego mieszkańcy są pod wpływem silnej hipnozy i trzeba znaleźć inny sposób, aby się do niego dostać. Jaki? A to już przeczytajcie sami, bo rozwiązano to w sposób fenomenalny! Zmieniono też rolę trenerów, liderów i innych mistrzów. Nie są tylko mięsem treningowym dla trenera, a żywymi osobami, które odnoszą się do wydarzeń na świecie. Mogą starać się go uratować, ale i chcieć zniszczyć bądź wprowadzać chaos. Ba, niektórzy są bardzo ważni dla całej fabuły, pomimo, że w grze poświęcono im bardzo mało uwagi. Podobnie z resztą jak uczeni profesorowie. W grach ich jedynym zadaniem było danie pokedexu i pierwszego Pokemona. W tym świecie faktycznie ich rola jako naukowców została mocno podkreślona, by udowodnić, że ich tytuły naukowe nie są tylko na pokaz. A skoro już przy komputerach do zbierania danych o Pokemonach jesteśmy, należy zaznaczyć, że ich rola jest większa. Po pierwsze, stanowią nieocenioną pomoc w walce. Po drugie, dla ich posiadaczy to bilet wstępu do wielu miejsc. Są w końcu na misji pozyskiwania informacji dla najtęższych umysłów tego świata. Ich posiadanie liczy się z respektem u większości mieszkańców i pewnymi przywilejami. Jest też sporo smaczków, którzy fani gier stwierdzą, że zostało to świetnie wkomponowane w świat.  Nie inaczej jest „złymi organizacjami”. Oczywiście chodzi o Zespół Rocket (czy jak w Polsce się mówi Zespół R) i jej pochodne, jak Zespół Magma czy Plazma. To nie tylko banda zwyrodnialców na potrzeby bycia czarnym charakterem. To organizacje, które mają swoją hierarchię i cele, które mogą się wydawać nikczemne, to mogą służyć dobremu celowi.

Czas przyjrzeć się aspektowi graficznemu. Cóż, to manga więc można się spodziewać kreski typowej dla Japonii. Dla wielu to będzie zapewne przeszkodą, którą nie da się pokonać chyba że przez przymus. Dla tych, co oczekują obszerniejszej opinii, jest ona rysowana w sposób dość dziecinny, ale niesamowicie pasujący do świata Pokemonów. Jej autor (osoba odpowiedzialna za grafiki w grze kolekcjonerskiej Pokemon Trading Card Game) nawiązuje do gry, co akurat jest idealne do podkreślenia nostalgii. Ale jest i negatywna strona tego wszystkiego. Postaci zdają się być niskie, nawet jeśli są dorosłe. Jako, że akcja Special dzieje się na przestrzeni lat, trudno złapać moment fizycznego dorastania postaci. Wyjątkiem od tego są kobiety, z dość oczywistych względów. A skoro już przy nich jesteśmy, warto zwrócić uwagę na kontrowersje. Z racji, że to Japoński twór, można się było spodziewać seksualizacji kilku bohaterek. Na sam przód wysuwa się Blue ze swoim pozornie dużym biustem w wieku lat 11. W amerykańskiej wersji przerysowano postać, by odpowiadała jej wiekowym standardom. Co ciekawe była to też wada, bo stracono bardzo dobry plot twist (pamiętacie, jak powiedziałem, że pozornie duży biust?). Ale to nie jedyna kontrowersja. Rozpołowiony Pokemon, scena ukrzyżowania, bicie dzieci to kolejne przykłady, które musiały być poddane cenzurze, aby dostać się na rynek zachodni. Czy to w czymkolwiek uwłacza? Moim zdaniem nie. Ale zrozum tu obrońców moralności. Wracając. Dialogi pomiędzy postaciami zostały napisane dość dobrze i uniknięto zbędnej ekspozycji i przedłużeń, ale brakuje im pazura. Nie mniej, to nie psuje dobrej opowieści.

Czy są jakieś wady? Owszem. Choćby to, że akty są odgrzewanym kotletem. Bohater zaczyna swoją przygodę, napotyka w jej trakcie swojego rywala, potem nadchodzi moment, w którym dowiaduje się o co wszystkim w tym chodzi, dochodzi do kulminacji z jednym bądź kilkoma legendarnymi Pokemonami i zakończenia, mniej lub bardziej szczęśliwego. Oczywiście, są bardzo duże różnice w aktach i postaciach, cele też się mogą różnić, lecz wszystko i tak można zamknąć w jednej kliszy.  Z drugiej strony, Pokemony niekoniecznie były grami, które jakoś szczególnie wyrywały się z tego koła. A i ten kotlet jest robiony z różnymi przyprawami, dzięki czemu smak potrawy inny, chociaż oparty na tym samym składniku. O lilipuctwie postaci wspomniałem w akapicie graficznym. Czy coś jeszcze? Myślę, że akt dotyczący Diamond/Pearl/Platinum był bodaj najbardziej przedłużony i przy tym najnudniejszy. Za mało się działo w stosunku do ilości postaci, które też nie były dobrze napisane. Przez to czytało się go najtrudniej, ale trzeba było to zrobić dla zachowania ciągłości.

Skoro już wspomniałem o najgorszym akcie, należałoby wspomnieć o najlepszych. Krótko i na temat: Red/Blue/Green za świetne wprowadzenie do świata, Gold/Silver/Crystal za scenariusz, Ruby/Sapphire za najlepszą interakcję pomiędzy postaciami oraz Black/White zarówno za fabułę, jak i bohaterów na raz.

Podsumowując, jestem zachwycony Pokemon Adventures. Posiada świetnie napisane i poprowadzone postaci, bardzo bogaty świat, który załapią zarówno laicy i fani, a także dobry scenariusz, o co nawet w książkach jest trudno. Co więcej, uniknął błędów swojej animowanej siostry, dzięki ciągłemu rozwojowi bohaterów, a grę przewyższył w przypadku samych Pokemonów, którzy z żołnierzy dla trenera stali się jego prawdziwymi partnerami.  Aż żal, że nie została ona nigdy ekranizowana. Inną przykrą rzeczą było to, że papierowo w Polsce wydano jedynie pierwszy album w czterech częściach. Ale od czego jest internet. Kilka kliknięć i jest dostęp do wszystkich rozdziałów Pokemon Special. I to nawet po polsku! Więc jeśli macie niedostatki w tym pokemonowym szale, szczerze i z całego serca Tarzanus poleca zapoznanie się z tą mangą/komiksem (bo, cholera, jednak czyta się toto nie od prawej do lewej, tylko od lewej do prawej, jak na zachodzie przykazano. Dziwne…)

 

Paweł R. „Tarzanus” Ofiarski

You Might Also Like