Tag -

Ilona

Varia

Ilona Senger – Inicjacja

47 Wyświetleń

Lili oglądała nieraz obrządek inicjacji w filmach. Interesowała się mrocznymi, okultystycznymi sprawami już wcześniej. Teraz, gdy jechała w samochodzie w nieznane miejsce, z workiem na głowie, w kompletnej ciemności kontemplowała, jak będzie wyglądała jej inicjacja. Miała nadzieję, że nie będzie strasznie. W niektórych sektach robili okropne rzeczy, zwłaszcza kobietom i to wbrew ich woli. Ona jednak była przekonana, że nie wstępuje do sekty, tylko raczej do tajemnej organizacji młodzieżowej, w której ludzie buntują się przeciwko systemowi i całemu złu tego świata.

Kuba nie powiedział jej wprawdzie, dokąd jadą, nawet słówkiem nie pisnął, czy daleko, czy blisko, ale zapewnił ją, że nie ma się, czym martwić i z pewnością nie wyląduje w jakimś opuszczonym kościele, w którym każdą ścianę zdobić będą wizerunki diabła i odwrócone krzyże, a obleśny Czarny Kapłan, w czarnym płaszczu i niczym więcej, będzie chciał poświęcić szatanowi jej cnotę na chyboczącym się ołtarzu, po czym spije jej dziewiczą krew i odstąpi miejsca pozostałym braciom. Opisał to w tak śmieszny i szczery sposób, że faktycznie czuła się spokojna. Ufała mu. Mimo wszystko niesforne myśli uciekały się ku takim obrazom.

            Jechali już jakiś czas i zdawała sobie sprawę, że wyjechali kawał drogi za miasto. Od kilku minut koła samochodu, co rusz wpadały w koleiny, więc musieli przejeżdżać przez las. Nie miała pojęcia, która jest godzina. Wyruszyli po dwudziestej, teraz pewnie już się ściemniało.

W pewnej chwili Kuba złapał ją czule za rękę i delikatnie gładząc oznajmił, że są na miejscu. Faktycznie, w kilka sekund samochód się zatrzymał. Ukochany pomógł jej wysiąść. Nieco zdrętwiała, podniosła ręce, żeby pozbyć się z głowy tego komicznego worka, ale silne dłonie ją powstrzymały.

– Kuba, co… co ty robisz? Przecież już przyjechaliśmy, po jaką cholerę mam to wciąż mieć?

– Kochanie, spokojnie. Takie procedury.

– Procedury?! Wyglądam jak idiotka.

– Moja słodka idiotka. – Pocałował ją w czoło i poprowadził przed siebie.

            Nagle wokół rozbrzmiała głośna muzyka. Z prawej ktoś z całych sił uderzał w bębny, co kłóciło się z metalowym brzmieniem po lewej stronie. Lilka stąpała niepewnie po nierównym gruncie, doprowadzona do furii głupimi zagrywkami chłopaka. Co on znowu wymyślił? W jej wyobraźni na powrót pojawiły się obrazy dzikich rytuałów i mężczyzn gwałcących bezbronne, otumanione dziewczyny. Zaczęła żałować, że zgodziła się z nim tu przyjechać i dać się wciągnąć w nie wiadomo co…

            Nie uspokajała jej jego obecność. Znali się zaledwie rok, a on bardzo długo i skutecznie ukrywał przed nią przynależność do jakiekolwiek grupy. Nawet, kiedy go zdemaskowała (po pewnym czasie uznała, że sam celowo ją naprowadził na swój sekret) zachowywał się podejrzanie i wiele jej pytań przemilczał. Ogólnie mało opowiadał o Czarnych Buntownikach, jak to siebie nazywali. Zawsze zbywał ją tanimi tekstami, że to tajna organizacja, że nie powinien jej wtajemniczać, bo złamie zasady, że to zagraża ich ujawnieniu i tym podobne bzdety. Aż w końcu, gdy nie dawała mu spokoju, zaproponował jej przyłączenie się do nich.

            Nie była szczególnie przekonana, ale wtedy Kuba opowiedział swoją historię o tym jak stracił rodziców w wypadku samochodowym, jak trafił do domu dziecka i jakie piekło tam przeżywał, kiedy starsi znęcali się nad nim, nie mając żadnego współczucia dla pogrążonej w depresji sieroty. Miał wtedy piętnaście lat. Zaczął się buntować, łamać zasady, dosięgało go coraz więcej kar, grozili mu poprawczakiem za liczne włamania i rozróby.

Wtedy, w najgorszym momencie swojego życia poznał Adriana, który wyciągnął do niego pomocną dłoń. Z wielką cierpliwością wytłumaczył mu, że swoim szczeniackim zachowaniem tylko napyta sobie biedy, a zadawanie się z najgorszymi typami z okolicy nie poprawi jego sytuacji. Zaproponował mu wstąpienie do organizacji i tak się zaczęło. Chłopak wyznał Lili, że od tego czasu jest innym człowiekiem, że gdyby wtedy na swojej drodze nie spotkał Adriana, teraz zapewne gniłby w więzieniu. Był pełny podziwu dla tych, którzy przygarnęli go do swojej rodziny i pozwolili się rozwijać, wyciągnęli go z depresji i podarowali normalne życie wśród ludzi, którzy go akceptowali i lubili, a ponadto wyznawali te same wartości.

            Wtedy wydało się to dziewczynie czymś wspaniałym. Właśnie tego potrzebowała, żeby zapomnieć o wypadku ojca, alkoholizmie matki i o wszystkim, co działo się w jej domu, dlatego z wielkim entuzjazmem zgodziła się na jego propozycję. Tym bardziej, że Kuba nigdy nie opowiadał jej o swojej przeszłości, więc nic nie wiedziała o tym, że on także stracił bliskich. Byli tak do siebie podobni…

            Teraz jednak nie była taka pewna, czy nadal chce poznać sławnych Czarnych Buntowników. Początkowo nazwa też jej się spodobała, lecz teraz zaczynała mieć wątpliwości. Chociaż to pewnie przez stres. Podejrzewała zresztą, że już było za późno, żeby się wycofać.

            Z oddali dobiegł ją przeciągły krzyk, do którego dołączyły kolejne głosy. Brzmiało to jak indiańska pieśń i zachciało jej się śmiać, ale Kuba natychmiast posłał jej kuksańca w bok. Z wielkim trudem utrzymywała powagę. Przeszli jeszcze kilka kroków i nagle zarówno bębny jak i krzyki umilkły. W górę buchnął potężny ogień, który oślepił ją mimo założonego worka. Sekundę później jednym zdecydowanym szarpnięciem ściągnięto go z jej głowy.

            Początkowo myślała, że przyzwyczajone do ciemności oczy płatają jej figle, kiedy jednak po kolejnych mrugnięciach obraz nie znikał, zachłysnęła się z przerażenia, a nogi się pod nią ugięły…

– Mówiłeś… Kuba, mówiłeś… – Nie mogła wydobyć z siebie nic poza cichym szeptem.

– Spokojnie, Liluś, wszystko będzie dobrze. Nigdy bym cię nie okłamał.

– Dlaczego oni…

– Ciii skarbie, potem… Potem porozmawiamy. Teraz czas na twoje święto. Niczego się nie bój, nikt cię nie skrzywdzi.

– Dlaczego oni…

– Ciiii… To tylko takie przedstawienie. Napij się, rozluźnij. – Podał jej ceramiczny kubek z parującą gęstą cieczą.

– Co to… Kuba, co to jest? – Była totalnie przerażona, chciała jak najszybciej wracać do domu.

– Spokojnie kochanie, to pomoże ci się rozluźnić i…

– Rozluźnić? Po co?! Kuba ja chcę do domu! – podniosła głos, a zgromadzeni wokół ludzie zaczęli z irytacją i gniewem spoglądać w ich stronę.

– Stul dziub i pij! – warknął i na siłę przycisnął naczynie do jej ust.

            Bębny i śpiewy rozległy się na nowo, a rozentuzjazmowany tłum wepchnął Lily w nakreślony na piasku czerwoną farbą okrąg otoczony świecami i płatkami kwiatów. Była oszołomiona, strach gdzieś odpływał a pojawiło się podniecenie. Dźwięki i światło znacznie się wyostrzyły, domyśliła się, że napojono ją narkotykiem. Czuła się prawie tak, jak po ectasy, jednak doznania szybko zaczęły przewyższać wszystko, co do tej pory znała.

            Przestała opierać się negatywnym uczuciom i z zaciekawieniem rozejrzała się wokół. Przerażające obrazy, które zmusiły ją do paniki, teraz wydawały się przyjemną halucynacją i jako sen je postrzegała. Dziwny napar skutecznie wyłączył jej świadomość.

            Z prawej strony, nieco na uboczu siedziało przy bębnach pięciu chłopaków, nie mieli na sobie nic oprócz szortów, a całe ciało zdobiły kolorowe malunki – nic konkretnego, masa kresek, zawijasów, kółek i innych kształtów, które jednak układały się w pewną całość. Przypominali Indian podczas rytuałów i zawzięcie bili w instrumenty. Ogólnie Lily znalazła się w dziwnym, irracjonalnym miejscu. Nigdy nie przypuszczałaby, że w okolicznych lasach może istnieć coś takiego.

            Po prawej bębniarze, po lewej grupka młodych dziewczyn obwiązanych białym materiałem tak skromnie, że ledwie zakrywał pośladki i piersi. Miały rozpuszczone włosy i były bose, co upodabniało je do starożytnych boginek. W centrum polany płonęło wysokie na kilka metrów ognisko. Wokół ognia na puszystych poduszkach siedziało po turecku sześciu mężczyzn. Ubrani jedynie w jeansy i długie czarne peleryny z kapturami na głowach i karnawałowymi maskami na twarzach siedzieli nieruchomo wpatrzeni w płomienie. Ich torsy również zdobiły kolorowe malunki. W promieniu kilkunastu metrów w równych odstępach ustawione były szałasy zrobione z gałęzi świerkowych. Intensywny zapach żywicy niósł się przyjemnie po okolicy i mieszał się z ziołowym wywarem i zapachem palonych polan. Wejścia do szałasów nie były zakryte, a pomiędzy każdym ustawiono kilkanaście świec, które w połączeniu z budowlami tworzyły jeden, wielki krąg, zamykając w nim wszystkich obecnych. Oprócz tych wzbudzających uwagę ludzi, na polanie zgromadzonych było kilkudziesięciu gapiów obojga płci, ci jednak ubrani byli w normalne jeansy i koszulki. Po lewej stronie, w oddali świeciły się dyskotekowe światełka i reflektory wozów, a głośna muzyka świadczyła o świetnej imprezie. Jednak działo się to jakby w innym świecie.

            Po kilku minutach, kiedy każda „boginka” i każdy z sześciu mężczyzn wypili z identycznego kubeczka jak Lily, śpiewy umilkły a bębny przycichły. Kobiety stanęły za siedziskami mężczyzn, po sześć za jednym. Ci powstali, a pierwszy z lewej wystąpił znacznie na przód, zbliżając się do dziewczyny, po czym zatrzymał się, w oczekiwaniu, kilka kroków od małego kręgu. Bębny ucichły. Mężczyzna odchrząknął i przemówił:

– Bracia i siostry! Zgromadziliśmy się tej pięknej, gwieździstej nocy, aby przyjąć do naszego bractwa nową członkinię! Zamierzamy powitać ją z wszelkimi godnościami i według odwiecznego rytuału naszych przodków! – Wokół rozległy się wiwaty, które umilkły, kiedy tylko mężczyzna uniósł dłoń. – Jakże brzmi twe miano o czcigodna Wstępująca w szeregi Czarnych Buntowników?]

– Lily – odparła, wybuchając śmiechem.

– Śmiech nie przystoi w tak doniosłej chwili siostro. Twe imię jest doprawdy zacne i jestem pewien, że niejednokrotnie przyniesie chwałę naszej sprawie. Jednakże w swej społeczności używamy pseudonimów, aby pozostać anonimowymi. Z racji szlachetnego pochodzenia twego imienia od dziś staniesz się Lilith, ku chwale Lilith pierwszej żony Adama. Czy przyjmujesz swe nowe imię i błogosławieństwo jej pierwotnej nosicielki? – Styl, w którym się wypowiadał, tak rozśmieszył dziewczynę, że nie była w stanie odpowiedzieć. – Siostro, zaklinam cię! Zachowaj powagę. Przyjmujesz ofiarowane przeze mnie imię?

– Tttt… Tak…

– Kapłanki i kapłani zbliżcie się, by przeprowadzić rytuał Wstąpienia.

            A więc kapłanki, nie boginie, przemknęło Lili przez myśl i ledwo zapanowała nad chichotem.

            Tymczasem wezwani stanęli wokół czerwonego kręgu, bębny rozbrzmiały na nowo i zaczęli ospale ruszać się w takt wybijanego rytmu. Z czasem apatyczne krążenie wokół przerodziło się w quasi erotyczny taniec. Ktoś z tłumu podał kapłankom butelki wina a kapłanom odpalone skręty. Taniec przyśpieszył, butelki i skręty przechodziły z rąk do rąk. Kobiety ocierały się o mężczyzn i czyniły dwuznaczne gesty, obmacywały i całowały towarzyszki. Lili stała osłupiała, nie mogąc skojarzyć, co też właściwie się dzieje i po co ona tutaj jest?

Nagle zauważyła, że jej krąg się zawęża.

Kapłanki zbliżały się do niej a mężczyźni podążali za nimi dotykając ich pośladków i jednocześnie rozpinając spodnie. Kobiety zaczęły obchodzić ją wkoło, coraz szybciej i szybciej, tak że aż zakręciło jej się w głowie, co rusz jedna z nich dopadała Lili i całując ją w usta wdmuchiwała do jej gardła dym marihuany lub wlewała odrobinę wina. Było to obrzydliwe, ale działo się tak szybko, że nie miała na to żadnego wpływu.

            Trwało to w nieskończoność i Lily miała ogromną ochotę zwymiotować na napastujące ją dziewczyny. Wyobrażała sobie ich zdziwione i wykrzywione obrzydzeniem miny. Wybuchła szaleńczym śmiechem. Kapłanki odsunęły się na znaczną odległość.

            Czyżbym je przegoniła? Pomyślała.

Opuszki satysfakcji mile połechtały jej duszę, lecz zorientowała się, że to nie ona stanowiła powód ich odsunięcia. Kobiety utworzyły koło, zdarły z siebie szaty i chwyciły się za ręce.

            Ich nagie ciała błyszczały w blasku płomieni. W oddali krzyknął puszczyk, z drugiej strony rozległ się stłumiony grzmot. Zza kobiet wyszła szóstka zakapturzonych mężczyzn z zupełnie nagimi, sterczącymi przyrodzeniami. Zbliżali się do Lili. Chciała uciec, ale zaburzona narkotykiem zdolność reakcji sprawiła, że nie zdążyła.

            Kapłani otoczyli ją, krąg się zacieśnił, nie mogła wykonać żadnego ruchu. Kontem oka dostrzegła błysk stali… Czuła jak pot wstępuje jej na czoło, zamknęła oczy, pogodzona ze smutnym końcem. Poczucie winy nie dawało jej spokoju. Dlaczego tu przyjechała?

            – Bracia i siostry! – rozbrzmiał basowy głos. – Nadeszła ta chwila! Oto owa niewinna owieczka, namaszczona krwią ku chwale Lilith pierwszej żony Adama, stanie się wilkiem! I będzie polować, jak wszyscy tu zgromadzeni! Polować na ludzi, którzy uważają się za godnych, by stanowić prawo wbrew woli ludu! Polować na bożych pomazańców niegodnych nosić kapłańskich szat! O! Zbliżcie się kapłani, by podzielić krew waszą ze Wstępującą i złożyć ofiarę mocom silniejszym od nas!

Lily poczuła dotyk na ramieniu, niechętnie otworzyła oczy. Obok niej stała jedna z kapłanek.

– Nie obawiaj się siostro! Rytuał Wstąpienia, którego dostąpiłaś, jest wielkim wyróżnieniem. Nie każdy ma prawo zostać członkiem Czarnych Buntowników. Miej oczy szeroko otwarte, by nie umknęła ci żadna sekunda tego doniosłego wydarzenia.

– Mam patrzeć na własną śmierć?

– O głupia! To nie śmierć, to ponowne narodziny! – rzekła tajemniczo i odsunęła się w cień.

            Kapłani wyciągnęli przed siebie odwróconą w niebo lewą dłoń. Przywódca pewnym ruchem przeciągnął ostrzem po wnętrzu swojej, zaciskając mocno zęby, żeby nie okazać słabości reakcją na ból. Następnie przekazał nóż sąsiadowi z lewej. Sam zaś umoczył palec wskazujący i serdeczny prawej dłoni w głębokiej ranie, po czym przeciągnął nimi wzdłuż czoła.

            Pozostali uczynili podobnie. Kiedy ostrze wróciło do właściciela, ten zamiast je schować, zrobił krok do przodu i nim Lily zdążyła się zorientować rozciął jej bluzkę. Najbliżej stojący od razu chwycili strzępy materiału, całkowicie go z niej zdzierając.

– Chwila! Co wy…

Nie dokończyła. Kobiece ręce przycisnęły do jej ust kubeczek. Zmuszona, wypiła wszystko.

– O chwalebna, Lilith! Wiedzieliśmy, że nadejdzie ten dzień, w którym obdarzysz łaskami wyznawców Twego Pana i zasilisz ich szeregi pod postacią niewinnej dziewczyny! Namaść duszę Wstępującej, dotknij ją Twą czcigodną dłonią!

            Wokół rozległy się niezrozumiałe śpiewy, układające się w złowieszczą mantrę. Lily doznawała coraz większych halucynacji i coraz bardziej traciła kontrolę nad własnym ciałem. Przestało ją cokolwiek obchodzić, skupiła się tylko na tym, by nie zemdleć.

            Kapłani nabierali własną krew na palce i malowali wzory na jej nagim brzuchu i dekolcie. Ktoś odpiął jej stanik, który bezwładnie spadł na ziemię. Inne ręce odpięły jej spodnie i zaczęły ściągać je w dół.

            Wokół kapłanki całowały się namiętnie, szaleńczo obmacując ciała partnerek. Nim się zorientowała była całkiem naga i umazana krwią od stóp do głów. Nie przeszkadzało jej to, była obojętna. Traktowała to, jako szczególnie złą halucynację.

– Siostro, by dopełnić rytuału, wybierz proszę spośród swych braci tego, któremu pragniesz oddać swe namaszczone ciało! Pozwól Lilith zawładnąć twą duszą, by stała się twoją duchową przewodniczką!

Tłum wokół niej rozstąpił się. Gapie przybliżyli się patrząc natarczywie w jej stronę, ponieważ każdy chciał, aby to jego wskazała.

– Dalej! Wybieraj!

            Kapłanka popchnęła ją do przodu i Lili nie do końca rozumiejąc, co ma zrobić podeszła do Kuby.

– Możemy już wracać do domu? – wyszeptała.

– Co mówi? Co?! – rozległy się głosy.

– Mówi, że wybrała mnie – odrzekł Kuba i poprowadził ją w stronę pierwszego z lewej szałasu.

            Ciągnięta przez ukochanego, Lili nie dostrzegła już, jak ludzie zaczęli łączyć się w pary i większe układy, jak całowali się, dotykali i symulowali kopulację. Niektórzy udawali się do szałasów. Większość jednak zostawała tam, gdzie stała lub odchodziła, by skryć się w cieniu drzew. W kilka minut cała polana wypełniła się nagimi, podnieconymi, młodymi ludźmi, którzy rzucali się na siebie jak zwierzęta.