Tag -

weles

Literacki performance Varia

Literacki performance: „Tajemnica pergaminu znalezionego w piwnicy” #6

329 Wyświetleń

<- Poprzednie odcinki | Następne odcinki ->

Jagoda Dżejdża Niemczycka
Odcinek 15.

Nikły płomień pochodni rzucał chybotliwe cienie na marmurową posadzkę, odbijając się mdłym blaskiem w zimnych, brudnych ścianach.
Na środku pomieszczenia stał długi, pięknie rzeźbiony stół, przy którym zasiadało dwunastu mężczyzn w czarnych pelerynach i głowach zasłoniętych kapturami. Panowała absolutna cisza, w której nie można było dosłyszeć się nawet najmniejszego szmeru.

Continue Reading

Literacki performance Varia

Literacki performance: „Tajemnica pergaminu znalezionego w piwnicy” #5

415 Wyświetleń

<- Poprzednie odcinki | Następne odcinki ->

Jagoda Dżejdża Niemczycka
Odcinek 9

Antoni rozsiadł się wygodnie na sofie, która okazała się wyjątkowo miękka i przytulna. Naburmuszony, spojrzał kątem oka na Justynę i jej towarzysza. Był zły jak diabli, zdawał sobie bowiem sprawę, że cała sytuacja była naprawdę niebezpieczna, a jednocześnie intuicja dawała mu z tyłu głowy cichutkie sygnały, że policja może mieć nie do końca czyste intencje. Na daną chwilę nie wiedział jednak innego wyjścia. Czuł się jak zaszczuty zając, na którego polują bliżej nieokreśleni kłusownicy, zaś Justyna była tak naprawdę jedyną osobą, od której mógł się dowiedzieć czegokolwiek
o swoim teraźniejszym położeniu. Był więc zmuszony jej zaufać.
– Justyno, czekam na wyjaśnienia – zaczął zdecydowanym tonem. – Jeśli rzeczywiście siedzę w jakimś bagnie, chcę przynajmniej wiedzieć, jak bardzo jest ono głębokie.
– Obawiam się, Antoni, że głębsze, niż się na początku spodziewaliśmy.. – odparła Justyna, zapatrzona w płomień rozpalonego kominka. – Co prawda nie udało nam się namierzyć owych zbirów, dzięki którym wylądował pan w śpiączce farmakologicznej, ale jak już wspominałam, zdołaliśmy dowiedzieć się czegoś o kolegach ze studiów pańskiego dziadka, którzy zginęli w dość dziwnych okolicznościach.
– Wspominałaś też coś o jednym studencie, który zaginął … – przypomniał sobie Antoni.
– Owszem – zgodziła się policjantka – ale nie udało nam się zdobyć o nim żadnych informacji, które naprowadziłyby nas na jakiś trop. Śledztwo w sprawie zniknięcia zostało już dawno umorzone, z braku jakichkolwiek konkretnych poszlak.
– Ale chyba dowiedzieliście się czegokolwiek, prawda? Inaczej nie inicjowalibyście całej sprawy z porwaniem, ani nie zamykali mnie tutaj, niczym sardynki w puszce? A może się mylę, i tak naprawdę mam się o niczym nie dowiedzieć?! – zdenerwował się Antoni.
Był naprawdę rozgoryczony całą sytuacją, nie wiedział już w co wierzyć, co o tym wszystkim myśleć i komu ufać.
– Prawdę mówiąc, Antoni, wiedza ta może okazać się dla pana niezwykle niebezpieczna i nieodpowiednia – kontynuowała niewzruszenie Bielska. – Sami jesteśmy przerażeni całą sytuacją i szczerze, nie chcemy narażać pana na jeszcze większy szok, zważając na stan pańskiego zdrowia. Ale jeśli koniecznie chce pan…
– Pani chyba oszalała! – wybuchł Antek. – Siedzę tu zamknięty, sam nie wiem po co i dlaczego, ktoś uparcie pragnie mnie załatwić, wy jeszcze bezczelnie twierdzicie, że to wszystko dla mojego dobra?! – jego krzyk odbił się szerokim echem po pokoju, sprawiając, że w pomieszczeniu zapadła grobowa cisza.
Antoni był zdruzgotany. Gwałtownie zerwał się z fotela i pobiegł w stronę drzwi. Musiał jak najprędzej wydostać się z tego więzienia! Miarka się przebrała: nie ufał już teraz nikomu, nie miał jednak żadnej koncepcji na to, jak w pojedynkę dowiedzieć się prawdy.
Wtem drogę zagrodziła mu postać doktora Krzysia, który gwałtownie złapał go wpół i popchnął w stronę ściany.
– Panie doktorze, nasz pacjent jest chyba za bardzo poruszony zaistniałą sytuacją. Proszę się nim zająć – zakomunikowała Justyna głosem lodowatym jak woda w stawie, w którym Antoni miał już nieszczęście się tego dnia znaleźć.
– Ależ oczywiście, pani detektyw – odparł lekarz. Antoni przez ułamek sekundy zdołał odwrócić głowę w stronę Justyny. W zimnym spojrzeniu jej pociemniałych oczu, które wcześniej wydały mu się tak sympatyczne i pełne ciepła, dostrzegł przebłysk czegoś, co można było określić jako lodowatą obojętność i… satysfakcję? Nie zdążył jednak dokładnie zinterpretować ich wyrazu, gdyż poczuł, jak silna ręka odwraca go gwałtownie i owija jego nos i usta szmatką, nasączoną chloroformem. Po chwili stracił świadomość.

Obudził się na łóżku, w tak dobrze mu już znanym pomieszczeniu willi, podłączony do kroplówki. Momentalnie przypomniał sobie w jaki sposób się tu znalazł i jak podle został potraktowany. Pomimo wyczerpania i ogólnej słabości zapaliła się w nim wściekłość tak żarliwa, że zdawała się rozsadzać go od środka. Wiedział jednak, że znalazł się w położeniu wręcz beznadziejnym, i nie miał kompletnie żadnego pomysłu, jak tę sytuację zmienić.
Ogarnęła go dławiąca bezsilność. Ostatkiem sił zwlókł się z łóżka i podszedł do okna. Obojętnym wzrokiem wpatrywał się w skąpane w mroku korony drzew, kołysane podmuchami gwałtownego wiatru. Wtem dostrzegł kobiecą postać, ukrywającą się między drzewami okalającymi teren willi a zaparkowanym nieopodal jeepem. Pomimo szoku wywołanego tym spostrzeżeniem, Antoni uśmiechnął się pod nosem. Rozpoznał tę postać. Jego kuzynka Dorota zawsze należała do osób wyjątkowo upartych.


Michał Nowina
Odcinek 10

Ciemny korytarz prowadził do równie ciemnego pokoju. Mdłe światło malutkiej lampki spełniało jedynie funkcję ułatwiającą komunikację. Z mroku wyłaniał się cień wysokiego fotela i zarys postaci. Twarzy jednak widać nie było.
– Zawiedliście nas – powiedział cień. Głos starszego mężczyzny był zimny i twardy.
Mężczyzna z owiniętą bandażem ręką skulił się w sobie. Wiedział, że jego sytuacja nie jest za ciekawa. Zdawał sobie jednak sprawę, że jedyną możliwą formą obrony jest pokorne oczekiwanie na to, co zadecyduje Pierwszy Pośród Równych. Służył idei i był posłuszny, jego „ja” się nie liczyło. Bezgraniczne oddanie było siłą ich organizacji. Każdy z członków ślubował na krew. Ślub czynił każdego członka równym wobec siebie. Żaden z nich nie mógł się wywyższać ponad innych. Jedynie Uświęceni, czyli Bracia Strażnicy i Pierwszy Pośród Równych, byli ponad innymi. Pierwszy był wszechwiedzącym panem życia i śmierci , Uświęceni natomiast ręką i mieczem wyższej sprawy.
– Zawiedliście nas – powtórzył cień. – Nie wykonaliście swej powinności. Pozwoliliście, by przeżył jeden z naszych największych wrogów. Nie wyciągnęliście też z niego żadnych informacji. Zdajecie sobie sprawę, że to poważne przewinienie?
– Tak – odpowiedział mężczyzna, mimowolnie chwytając się za zakrwawiony opatrunek.
– W dodatku pozostawiliście ślad, który może was zdemaskować. Zlekceważyliście przeciwnika.
– Nie mam nic na swoją obronę. Zanim Wasza Ekscelencja wyda postanowienie, proszę jedynie o uwzględnienie mojego oddania. Przyjmę każdy los, jaki będzie mi pisany – mężczyzna mówił pewnie, jednak w gardle czuł piekący smak kwasu żołądkowego.
– Właśnie wasza dotychczasowa służba zaszczyciła was audiencją u mnie. Wzięliśmy to pod uwagę i dlatego Uświęcony przyprowadził ciebie tutaj. W nagrodę za swą wierność gwarantuję wam szybką i bezbolesną śmierć.
Mężczyzna z zabandażowaną ręką nawet nie zdążył zrozumieć sensu wypowiedzi Pierwszego. Zakapturzona postać stojąca za nim obezwładniła go zastrzykiem. Nieświadomy upadł na podłogę. Druga iniekcja zawierała truciznę.
Po kilku sekundach było już po wszystkim.


Michał Nowina
Odcinek 11.

– Karmel, skąd ty u licha wiesz, że w tej hacjendzie jest twój kuzynek?
– Stul dziób, Marco. Jestem pewna, że go tutaj więżą.
– Ładne więzienie – zarechotał. – Jakby mnie gliny przymknęły, chciałbym się znaleźć w takiej celi. Mam jednak pytanie: przeczucie przeczuciem, ale pewności nie ma, że on tam jest, prawda?
– Spójrz ślepoto na okno na pierwszym piętrze – powiedziała Dorota chwytając towarzysza za kark i pokierowała jego głową.
– Sam bym zauważył – mruknął pod nosem.
Denerwowały go te bezpośrednie zachowania Karmel. Znosił to jednak dzielnie, ponieważ fascynowała go jak żadna inna kobieta. Lubił zdobywać panienki, owszem. Zresztą z Dorką też próbował, ale dostał po łapkach. Od tej chwili stała się jego niedoścignionym marzeniem. Od roku nie przeleciał żadnej chętnej laluni. Jego celem stało się zdobyć Karmel. Tym razem jednak nie chodziło mu o seks. Pragnął, żeby zauważyła w nim mężczyznę godnego jej zainteresowania.
Teraz jednak jedyne na co mógł liczyć, to jej złośliwości. Nie pozostała zresztą dłużnana to mruknięcie i skwitowała, że z jego spostrzegawczością nie zauważyłby na ciemnym tle świecącej dupy. Oj, nie szczędziła mu złośliwych słówek, ale za to właśnie ją kochał.
Antoni widząc kuzynkę szybko zgasił światło w pokoju. Kiedy Marco to zauważył, chciał już ruszyć do przodu, ale Dorota go zatrzymała.
– Co jest? Muszę przecież przyprowadzić tego niedojdę – szepnął przyciśnięty do ziemi.
– Sam przyjdzie – odpowiedziała.
– Niby jakim cudem? Przecież to atrapa faceta.
– Nie znasz go – stwierdziła z nutą dumy – On tylko tak niepozornie wygląda, ale sprytny jest niczym MacGyver.
– To czego ciągle się z niego nabijasz? – odparł nie kryjąc zdziwienia.
– Bo to mój kuzyn. Twój uwsteczniony mózg tego nie zrozumie – skwitowała krótko.
– Ciebie mózg Einsteina by nie zrozumiał, moja droga.
– Chcesz żyć, to się zamknij – warknęła Dorota i spojrzała w stronę okna na pierwszym piętrze.

Antek wyszperał w szafce pielęgniarki plaster nawinięty na szpulkę. Cieszył się, że okna są wyposażone w zwykłe, a nie zespolone szyby. Jedną z nich, znajdującą się w dolnym dziale skrzydła balkonowego, gęsto okleił plastrem, tworząc siatkę. Założył buty i kopnął w szklaną połać, która popękała i z delikatnym chrzęstem wypadła z okna. Dzięki siatce z plastra szyba nie narobiła dużego hałasu.
Antoni odczekał chwilę by sprawdzić, czy ktoś nie usłyszał jego próby ucieczki. Chociaż dla niego ten delikatny chrzęst był niczym huk pioruna, to jednak nikt na niego nie zareagował. Wyślizgnął się więc na balkon i tak jak poprzednio zszedł szybko na dół. Od krzaka do krzaka, skradał się do grupy drzew, gdzie ostatnio widział Dorotę. Oczywiście już jej tam nie było. Stała z Marco przy jeepie. Zadowolony, szybko przeskoczył płot. Kiedy jednak dotknął ziemi, usłyszał z boku szczęk przeładowywanej broni.
– Gadaj suko dla kogo pracujesz, albo odstrzelę ci łeb!
– Karmel, to ta idiotka Bielska! – jęknął Marco, podnosząc ręce do góry.
– Zamknij się palancie. Gdybym mogła, ciebie bym zastrzeliła na miejscu. Jak wy wytrzymujecie z takim czymś? – krzyknęła Justyna nie opuszczając broni.
Dorota uśmiechnęła się szelmowsko do Marco.
– Jak zwykle nie masz racji, biedaku.
– W czym? – spytał zdezorientowany.
– Pani oficer jest bardzo inteligentną osóbką. Z miejsca się na tobie poznała. Swoją drogą, mogła by jednak lepiej sprawdzać rodzinę osoby, którą ma zamiar porwać. Jestem kuzynką Antoniego i przyjechałam zabrać go do domu. Nie jest o nic oskarżony, więc chyba ma prawo decydować, gdzie chce być? – tym razem jej karmelowe oczy patrzyły prosto w twarz policjantki.
– Rodzina, nie rodzina, nie pozwolę wam go zabrać. Muszę go chronić, jest w niebezpieczeństwie.
– Hola! To usypianie chloroformem jest formą zapewnienia bezpieczeństwa?! Wypadałoby jednak mnie spytać o zdanie! – wrzasnął zdenerwowany Antoni.
– Wszystko w porządku, pani inspektor? – spytał mężczyzna, który wyłonił się zza drzew w ogrodzie.
– Tak, Wojciechu – odpowiedziała Justyna.
– Na ziemię !!! – krzyknęła nagle Dorota i upadła na asfalt. Marco natychmiast uczynił to samo. Antek znał zdolności swojej kuzynki. Nawet nie zastanawiał się dlaczego, tylko błyskawicznie rzucił się na Justynę, przykrywając ją ciałem.
Tylko Wojciech nie upadł. Zanim zrozumiał co się stało, leżał z przestrzeloną głową.
– Do samochodu! – komenderowała dalej Dorka.
Marco pomógł Antoniemu podnieść policjantkę z ziemi i wepchnęli ją do auta. Zanim drzwi się zamknęły, Karmel ruszyła już z piskiem opon. Kolejny pocisk roztrzaskał boczne lusterko. Dorota jednak prowadziła pewnie, wciskając w podłogę pedał gazu. Chciała jak najszybciej znaleźć się poza zasięgiem strzelca, który z zimną krwią zabił tamtego policjanta.


Weles
Odcinek 12.

– Karmel, moja droga – długowłosy wychylił się kawałek do przodu z tylnego siedzenia – Wyjaśnij mi łaskawie, czemu to nie ja prowadzę? – uniósł nonszalancko brwi.
– Bo jesteś zajęty pilnowaniem, by pani detektyw i Antoś byli spokojni i nam zaufali? – westchnęła tylko, nie dając po sobie poznać, jak bardzo boi się w głębi duszy. Strzelano do nich z pieprzonej snajperki! Za oknami migały im przelatujące szybko drzewa powoli gęstniejącego lasu, a jej wydawało się, że w każdej chwili może ujrzeć wystającą z pomiędzy gałęzi lufę karabinu.
– Ja niemal zawsze jestem spokojna – odezwała się Justyna, której oczy zupełnie nic nie wyrażały.
– Teraz musimy się za to zabrać na poważnie. Wszyscy! – stwierdził dobitnie Antoni, zaciskając szczęki i pięści. – Nie możemy wchodzić sobie pod nogi i tym samym wpychać nawzajem głów pod topór.
– Tylko ja powiedziałbym to lepiej! – wtrącił Marco, szczerząc swe niebrzydkie zęby w szelmowskim uśmiechu.
Wszyscy postanowili skwitować to milczeniem, co było reakcją w sumie właściwą.
– W sumie.. wiem co zrobić, by rozluźnić atmosferę – nagle Marco udawanie spoważniał.
– Chcesz rozluźniać atmosferę, gdy grozi nam śmierć.. ? – pani detektyw widać nie była w stanie traktować go inaczej, niż z góry. Marco w tym czasie jednak odwrócił się i na tyle samochodu znalazł pudełko z płytą CD. Opanowanej i kalkulującej Bielskiej okłada i zawartość nie interesowała, Antoś ciekawski z natury rzucił okiem w stronę płyty, ale nie zobaczył za wiele poza nazwą kapeli.
Saxon.
– Denim & Leather…? – mruknęła Karmel – Mam to włączyć?
– Nie, podałem ci ją po to, żebyś mogła zobaczyć, jakie mają ładne logo – ponaglił Marco – Wiesz, Karmelku, jeśli niedługo umrzemy, to nasłuchajmy się chociaż przed śmiercią dobrej muzyki – pokazał jej język.
Dorota uśmiechnęła się, bo w duchu podzielała podejście swego towarzysza. Może jeszcze jego optymizm będzie przydatny w tej dołującej eskapadzie?
Wtedy z głośników rozległy się pierwsze dźwięki sławetnego „Princess of the Night”, bodaj największego z hitów Saxona.
– Tylko nie zaczynaj się chwalić ciekawostkami o zespole czy czymkolwiek, bo zaduszę – upomniała na starcie Karmel.
Justyna Bielska, obowiązkowa pani detektyw, w towarzystwie tej przeuroczej kompanii, przygotowywała się wtedy psychicznie na nadchodzące przeciwności. A może raczej nadchodzący burdel, co było nie mniej trafnym określeniem.


Michał Nowina
Odcinek 13.
(nie mogłem sobie podarować, żeby nie napisać czegoś pod tym numerem) 😉

Jeep mknął przez las, a jego kabinę wypełniły dźwięki klasycznego rocka. Antoni stwierdził, że ten długowłosy indywidualista ma całkiem niezły gust muzyczny. Sam jednak z rockowych zespołów bardziej wolał Queen i symfoniczne brzmienie Within Temptation. Teraz jednak nie muzyka była mu w głowie. Do tego Marco rozpraszał go, kiedy rzucał swoją grzywą w takt muzyki i udawał, że gra na gitarze.


Michał Nowina
Odcinek 14.

Antek był coraz bardziej rozdrażniony. Nie mógł się skupić, a do tego cały czas miał wrażenie, że przez dźwięki muzyki dochodzi go głos dziadka. Kiedy jednak klasyczny rock zmienił się w szarpany jazgot metalu, nie wytrzymał. Zwinnym susem przeskoczył na przednie siedzenie pasażera i wyłączył odtwarzacz.
– No wiesz, zgredzie? Co ci muzyka przeszkadza? – obruszył się Marco i wychylił się między przednie siedzenia, żeby z powrotem włączyć muzykę.
Antoni chwycił go za rzemień zawieszony na szyi i przyciągnął do siebie.
– Zacznij się zachowywać normalnie, pajacu – warknął i pchnął go na tylną kanapę. Marco chciał się podnieść, ale w tym samym momencie poczuł lufę pistoletu Justyny wbijającą się w jego bok.
– Pan Antoni ma rację. Teraz potrzeba nam spokoju i jeżeli nie dostosujesz się do tego, to zastrzelę ciebie na miejscu.
– Widzę, że pani oficer ma zdolności wychowawcze. Jeszcze nie widziałam, żeby ten pokraka z miejsca się tak uspokoił – Dorota uśmiechnęła się i zdjęła nogę z gazu. Kiedy jej kuzyn siedział obok, czuła się pewniej i strach zaczynał ustępować miejsca trzeźwemu myśleniu.

<- Poprzednie odcinki | Następne odcinki ->

Literacki performance Varia

Literacki performance: „Tajemnica pergaminu znalezionego w piwnicy” #1

387 Wyświetleń

Literacki performance to projekt, który powstał dobrych kilka lat temu.  Nie miał on jednak szczęścia i zaliczył długi okres przestoju. Dopiero 11 lutego 2014 roku, dzięki możliwościom, jakie daje Facebook, rozpoczął nowe życie.

Od tego czasu upłynęło już trochę wody w Wiśle i projekt się rozrósł. Wyszedł poza sztywne ramy portalu społecznościowego, rozpoczynając cybernetyczną podróż. Powstała oficjalna zakładka na stronie internetowej, a teraz podjął współpracę z Abyssos.

Nie będę się rozwodził nad regulaminem projektu. Wszystkie informacje znajdziecie na Facebook’owym profilu Literacki Performance oraz na stronie.

Pragnę jednak w tym miejscu podziękować wszystkim, którzy współtworzą czy współtworzyli ten eksperyment ( bez nich by nie zaistniał ), szczególne zaś podziękowania składam na ręce Quievy Kujdowej, która przyjęła na siebie trudną rolę koordynatora projektu. Dzięki niej wszystkie odcinki są piękne i starannie dopieszczone – to ona czesze je z błędów, których nie brakuje w spontanicznym częstokroć akcie tworzenia. Quieva jest też autorką kilku świetnych odcinków.

To by było na tyle w sprawie samego projektu.  Zapraszam Was do lektury, a wszystkich chętnych, którzy chcieliby się zmierzyć z organicznym pisaniem, zapraszam do wzięcia udziału w zabawie.

Jeszcze jedno…  Jeżeli zastanawiacie się czym jest performance literacki, zajrzyjcie pod poniższy link.
Teraz pozostawiam Was z bohaterami naszej opowieści. Znajdziecie tu przygodę, tajemnicę, zbrodnię i fantastykę. Wszak nie może być inaczej, kiedy książkę tworzy kilku autorów równocześnie.

Poznajcie więc „ Tajemnicę pergaminu znalezionego w piwnicy”

Michał Nowina – założyciel L.P.


Następne odcinki ->

Michał Nowina

Odcinek 1

 Antoni ze smutkiem wracał z pogrzebu dziadka do domu, który właśnie odziedziczył.
Znał go dobrze. Każde wakacje i prawie każdy weekend spędzał w tej starej podmiejskiej willi, a ostatnie trzy lata po śmierci rodziców mieszkał tutaj na stałe.
Czuł, jak od środka zżera go bezdenna pustka. Był teraz sam, zupełnie sam. Od śmiertelnego wypadku rodziców to właśnie dziadek był jego jedyną rodziną i przyjacielem, to z nim spędzał każdą wolną od studiowania archeologii chwilę.
Dziadek również był archeologiem, to od niego właśnie Antoni jeszcze jako mały chłopiec zaraził się tym bakcylem. Pamiętał dobrze, z jaką niecierpliwością czekał na wieczorne opowieści dziadka o dalekich podróżach, dawnych cywilizacjach i tajemnicach, jakie skrywa przeszłość.
Jego wspaniały dziadek, odkrywca.. Wychodził cało z przygód godnych Inadiany Jonesa, a zginął tak banalnie. Po prostu utonął na rybach.
Teraz wiedział już, dlaczego nie lubił tej formy spędzania wolnego czasu. Miał to właściwie po dziadku.
Antoniego tak naprawdę mocno dziwiło, że dziadek wybrał się na ryby.
Kiedy zadzwoniono do niego na uczelnię z wiadomością, że dziadek utonął łowiąc ryby, wprost nie mógł w to uwierzyć. Niestety, okazało się to smutną prawdą.
Idąc tak i rozmyślając nie zauważył nawet, jak dotarł pod ciężkie, dębowe drzwi. Już chciał przekręcić klucz w zamku, gdy spostrzegł, że zamek został wyłamany.
Pchnął cicho skrzydło i wszedł do środka. Po drodze chwycił dziadkową laskę z rękojeścią w kształcie papuziego dziobu.
Cały dom wywrócony był do góry nogami, jakby przez pokoje przeszedł tajfun : książki pozrzucane z półek, powywalane na podłogę zawartości szuflad i szaf. Antoni aż jęknął w duchu, oceniając rozmiar zniszczeń. Stanął przybity, wodząc wzrokiem wokoło, gdy nagle coś uderzyło go w tył głowy. Zamroczony upadł na kolana, lecz szybko się otrząsnął. Podniósł z ziemi laskę, wypadłą mu z ręki,  i ruszył w stronę okna balkonowego w salonie, w którym mignął mu uciekający napastnik. Niestety,  kiedy dotarł na balkon, jego „gość” właśnie przeskakiwał płot. Jedyne co zdążył zauważyć, to że był to mężczyzna ubrany na czarno. Twarzy już nie dojrzał.
Wrócił do środka, wyszukał w bałaganie telefon, wykręcił 997 i zgłosił włamanie. Potem usiadł na kanapie i załamał ręce.
Z odrętwienia wyrwał go dzwonek do drzwi. Podszedł do nich i otworzył.
W progu stała nie za wysoka kobieta w towarzystwie kilku rosłych mężczyzn w mundurach. Ubrana była w niebieskie jeansy i ciemną, skórzaną kurtkę, z pod której wystawał pistolet.
– Detektyw Justyna Bielska. Czy Pan Antoni Krzemiński?
– Tak – odpowiedział z lekkim uśmiechem. Właściwie go to zdziwiło. Wcale nie było mu wesoło, jednakże w pani detektyw było coś takiego, że mimo woli się uśmiechnął. Była ładna, choć nie w typie modelki, dość zgrabna, i widać było, że jest kobietą silną oraz wysportowaną. Antoniego ujął jednak przede wszystkim ciepły blask jej brązowych oczu i szczera twarz.
– Zgłaszał pan włamanie, tak? – pani detektyw kontynuowała swoją serię pytań.
– Tak, zgłaszałem.
– Czy są jakieś szkody lub coś zginęło?
– Prawdę mówiąc nie wiem. Dopiero co wróciłem z pogrzebu dziadka i zastałem w domu kompletną demolkę. Na dodatek jakiś ubrany na czarno facet puknął mnie czymś w głowę i zwiał.
Pani policjant weszła do domu.
– Przykro mi z powodu pańskiego dziadka, a teraz proszę usiąść, zaraz wezwę pogotowie.
Nie, nie trzeba, to nic poważnego – oponował Antoni. 
– Mimo wszystko nalegam, może pan być w szoku. Lepiej dmuchać na zimne. Pan tutaj posiedzi do przyjazdu lekarza, a ja z ekipą rozejrzę się po domu.

 

Weles

Odcinek 2

Coś tknęło Antoniego, a jeśli była to intuicja, to w jego wypadku miała wyjątkowo pewną i silną rękę.
– Wolałbym sprawdzić, czy nic nie zginęło – zwrócił się do funkcjonariuszki. – Znam w tym domu każdy kąt i wiem, gdzie dziadek trzymał cenne rzeczy.
– Nie słyszał pan, że ma się nie ruszać?! – burknął do niego jeden z mundurowych, którego dykcja, wygląd i wzrok dowodziły, że równie dobrze, jak policjantem, mógłby być zapalonym gangsterem. Szerokie bary obudziły w Antonim cień lęku, sam bowiem bym człekiem raczej drobnej budowy. Nie chciał jednak, by rządzili się w domu, który – jakby nie patrzeć – należał do niego.
– Spokój! – zarządziła detektyw, w której Antoni pokładał zaufanie – Ma pan faktycznie rację. Mam rozumieć, że pański dziadek przechowywał w tym domu kosztowności?
– Kilka rzeczy faktycznie mogło być dosyć cennych – odpowiedział nerwowo Antoni, nie czując się pewnie, mimo uspakajającej obecności detektyw Justyny. – Nawet meble to głównie antyki, sama pani widzi. Inne wartościowe przedmioty, którymi dysponował, powinny być w piwnicy.
– Cóż – uśmiechnęła się lekko – sprawdźmy więc.

Piwnica dziadka Antoniego mogłaby robić za miniaturowe muzeum, gdyby nie fakt, że i tutaj wszystko było wywrócone do góry nogami. Zrobiło mu się żal pięknej szafy,  pamiętającej zapewne czasy jeszcze sprzed śmierci arcyksięcia Ferdynanda – jej drzwi zostały wyłamane, a ich szczątki walały się po podłodze. Na reszcie mebli nie chciał nawet skupiać wzroku. Tyle pięknych przedmiotów!
– Będzie pan w stanie stwierdzić, czy coś zaginęło? – usłyszał pytanie policjantki, która chłodnym okiem omiatała pomieszczenie. – Jak dla mnie, to chyba przeszło tu tornado.
– Chwileczkę… – pod przeciwległą ścianą piwnicy stało biurko z lampką oliwną, przy którym czasem pracował jego dziadek, zamykając się wśród swoich rupieci. Czemu lampką oliwną, nie elektryczną? Widać jego dziadek miał po prostu taki fetysz.
Antoni podszedł do biurka jakby coś go tam pchało i wysunął szufladę z rzeźbioną gałką.
Była pusta.
Nie powinna być.
Dziadek Antoniego ostrzegał go, że jeśli ten kiedyś otworzy ją, a ta będzie pusta, to Antoni, nie mówiąc o tym nikomu, powinien natychmiast wyjechać i starać się zapomnieć o sprawie i odciąć się od rodziny. Powiedział dobitnie: „Nie waż się w to mieszać!”
– Czy coś zaginęło? – zapytała detektyw.
– Nie – Antoni był blady jak ściana. Anemiczna ściana. – Wszystko jest na miejscu. Nie wiem, czego włamywacz tu szukał.

Udało mu się policjantów spławić i na odchodnym z panią detektyw uzgodnić, by postępowanie umorzono.
„Skoro nic nie zginęło, a my nie wiemy nic o tym człowieku, to czemu miałbym zwalać sobie na głowę dodatkowe problemy?”- tłumaczył funkcjonariuszce, która podejrzliwie i chyba z pewną troską badała go swoimi brązowymi oczyma. Cieszył się, że trafił na nią, bo wydawała się być najpierw człowiekiem, dopiero potem policjantką.
– Naprawdę przykro mi z powodu pańskiego dziadka – powtórzyła jeszcze raz, gdy już wychodziła. – Domyślam się, że ma pan teraz dużo na głowie, panie Krzemiński.
– Nie mam innego wyjścia, jak dać sobie radę – Antoni zrobił dobrą minę do złej gry.
Wiedział, że powinien postąpić zgodnie z tym, co kiedyś przekazał mu dziadek. Cała sytuacja zaczęła budzić w nim lęk, a okoliczności śmierci dziadka wydały się podejrzane. O nie, jego dziadek nie był rybakiem.
Należało spakować się i wyjechać, potem pomyśleć nad sprzedaniem domu. I tak miał szczęście, że włamywacz nic mu nie zrobił, mógł jednak w każdej chwili wrócić. Antoni zastanawiał się, dokąd lub do kogo powinien wyjechać. Z rozmyślań tych – ze skutkiem, jak się miało okazać, burzliwym – wyrwała go dzwoniąca dziadkowa komórka . Owszem dzwoniła. Tylko gdzie? Jakimś cudem odnalazł ją w tym całym rozgardiaszu.
– Halo – odebrał nerwowym głosem.
– Antoś? – usłyszał głos, którego się nie spodziewał w tej sytuacji. – Właśnie przyjechałam z lotniska! – dobiegł go śpiewny, radosny głos.
– Na litość boską – odparł jej zirytowany – Przestań się brechtać! Dziadek…
– Wiem – ucięła szybko i pewnie, poważniejąc w jednej chwili. – Rozumiem, że ciszej nad tą trumną i w ogóle…
– .. Ale..?
– Musimy się spotkać. Przyjdź o dwudziestej „Pod Kulawą Pszczołę” – wspomniała o znanym im obojgu barze. – Spakuj sobie już jakąś walizkę, dobra? Nie chcę, żeby…
– Ty wiesz..? – pobladł jeszcze bardziej niż ostatnio, mocniej ściskając w dłoni telefon.
– Wiem – w tym miejscu rozmowa się zakończyła.

Następne odcinki ->